« powrót

Petersburg – Władywostok – Internet

- Panie majster, Ruskie w kosmos polecieli – Wszystkie? – Nie, jeden. – To co mie głowe zawracasz!

To jeden z moich ulubionych dowcipów, który dość dobrze oddaje zainteresowanie Polaków i innych nacji życiem Rosji. To największy kraj na świecie, inny świat, kształtowany przez dziesięciolecia życia w zupełnie innym systemie politycznym. Poza tym,  że Rosja wydała zastępy wielkich pisarzy i poetów,  rosną już od wielu szeregi internetopisów. Sztandarowym produktem rosyjskiej myśli blogerskiej jest englishrussia.com, który pewnie miał przybliżać obcokrajowcom życie w granicach Federacji, ale stał się nośnikiem materiałów, które masowo przesyłają sobie ludzie w Ameryce, Europie, Azji.

Nic w tym dziwnego. Na tym blogu można znaleźć rzeczy, o których nie śniło się filozofom, ale Ruscy widzieli na własne oczy. Można tam znaleźć misie demontujące Zaporożca, kosmitę z Morza Azowskiego (ten temat “sprzedał” w Polsce “Fakt”), cuda radzieckiej technologii takie jak samobieżne elektrownie atomowe, dzieła sztuki rosyjskich drwali i krajobrazy, o których ludzie z innych krajów mogą tylko pomarzyć. EnglishRussia porusza też poważniejsze tematy – takie jak wojna w Afganistanie, katastrofa w Czarnobylu. Z bloga można się dowiedzieć, że między Petersburgiem a Władywostokiem Pomarańczowe Lamborghini zderzają się codziennie, a misia odgania się kijem bejsbolowym.

To, jak odbiera się treści w tym serwisie, zależy od nastawienia publiczności. W komentarzach można przeczytać, że zdjęcia utrwalają stereotypy na temat Rosji (i innych byłych krajów ZSRR) jako obszaru biedy, pijaństwa i głupoty. Trzeba przyznać, że autorzy wypowiadają się obiektywnie, czasem tłumacząc o co chodzi w Dniu Spadochroniarza czy powszechnej niechęci do milicjantów. Na pewno ten blog ma listę stałych czytelników, którzy zostawiają pod każdym wpisem kilkadziesiąt komentarzy.

Według alexa.com EnglishRussia należy do pięciu tysięcy serwisów najpopularniejszych w USA. W Polsce jest jeszcze o tysiąc miejsc wyżej. Blog doczekał się nawet artykułu w Wikipedii oraz nie do końca uczciwej konkurencji. Można go uznać za przykład serwisu “społecznościowego” bez całej masy niepotrzebnych funkcjonalności – po prostu dlatego, że skupił wokół siebie społeczność:) Jeśli rzeczywiście większość zdjęć publikowanych tam pochodzi od użytkowników, twórcy mogą być naprawdę z siebie dumni. Egzotyka niektórych tematów jest tak uderzająca, że może zainspirować copywritera, webdesignera czy fotografika.

Autor: Michal
  • Łoś Wiktor | 03.12.2009 23:16

    Mnie jednak kiedyś udało się zaskoczyć Rosjanina rozmiarem pewnego przedmiotu codziennego użytku.
    Kiedyś na bazarze w naszym małym miasteczku udało mi się nawiązać znajomość z pewnym kolegą ze wschodu i dogadać zakup pewnej partii kazachskiego asortymentu. Kolega przyjeżdżając na następną wizytę przywiózł ów asortyment; jednostką miary była paczka zapałek.
    Wiktor, bo tak miał na imię wywiązał się z transakcji należycie z transakcji, deal dobijaliśmy nieopodal targu, w toalecie restauracji “Pod kogutem”. Wiktor wyjął zadowolony przesyłkę z Kazachstanu oraz swoją rosyjską paczkę po zapałkach. Mój kolega Stanisław miał jednak inną, gruntownie przemyślaną strategię na tę okoliczność i wyciągnął, naszą – polską paczkę po zapałkach.
    Wiktor zrobił wielkie oczy i skazał: Wot u was takoje bolszoje spićki?!!! , na co my z kolegą popatrzyliśmy na siebie i bez cienia wahania skazaliśmy: DAAA….
    Owa paczka po zapałkach była 2 razy większa niż będąca w popularnym użyciu częstochowska Safety Match z czarnym kotem na żółtym tle. Była to jedna z kolekcjonerskich zdobyczy kolegi Stasia, który zbierał wszystko: płyty, paczki po papierosach i puszki po piwie, zdjęcia piłkarzy i kulturystów, stare misie, niedziałające budziki oraz przedziwne odznaki, które wieszał na macie u siebie w pokoju.
    Wiktor posmutniał, podejrzewam, że rozmiar paczki zniwelował zaplanowany sukces finansowy jego dealu. Jednak zachował się bardzo uczciwie, odliczył 10 paczek , wziął diengi i powiedział, że on to jeszcze raz przeanalizuje na okoliczność gdyby nam spodobała się przesyłka.
    Przesyłka nam się bardzo spodobała, tak bardzo, że z wdzięczności byliśmy w stanie następną partię rozliczać tym razem normalnych rozmiarów paczkami po zapałkach.
    Zamówiliśmy zatem u Wiktora jeśio raz, a Wiktor, charoszyj ćeławiek, zadowolonyj skazał: Szto, charoszyj? I puścił nam oczko.
    To był ostatni raz kiedy zobaczyliśmy Wiktora w naszym miasteczku.
    Długo analizowaliśmy, co też się z Wiktorem stało, czy się przestraszył rozmiarów polskich zapałek,
    czy pomyślał, że jak ma taki dobry towar, a Polacy tacy chętni, to zmienił bazar na bardziej oblegany, czy może nie dogadał się z Kazachami, czy może po prostu nic się nie stało i ślepy los rzucił jego poczciwe serce w inne rejony tego wielkiego Świata.
    Na jego cześć ułożyliśmy ze Stasiem, piosenkę o refrenie: “Łoś Wiktor, Łoś Wiktor, la la la la. I pieśń ta dodawała nam radości w sercach.

    PS.

    Dodam, że przesyłka nam się bardzo spodobała, towarzyszyłam nam podczas naszych wakacyjnych spacerów po naszych pięknych lasach, którymi otoczone jest nasze miasteczko i pomagała nam w rozważaniach o transcendencji.