<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
		>
<channel>
	<title>Komentarze do: Petersburg &#8211; Władywostok &#8211; Internet</title>
	<atom:link href="http://blog.apeiro.pl/2009/11/petersburg-wladywostok-internet/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://blog.apeiro.pl/2009/11/petersburg-wladywostok-internet/</link>
	<description>Blog agencji interaktywnej .apeiro. Blog o nwych trendach w e-marketingu, Internecie, kreacji.</description>
	<lastBuildDate>Thu, 18 Feb 2010 22:37:19 +0100</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8.4</generator>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
		<item>
		<title>Autor: Łoś Wiktor</title>
		<link>http://blog.apeiro.pl/2009/11/petersburg-wladywostok-internet/comment-page-1/#comment-81</link>
		<dc:creator>Łoś Wiktor</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 03 Dec 2009 21:16:37 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.apeiro.pl/?p=220#comment-81</guid>
		<description>Mnie jednak kiedyś udało się zaskoczyć Rosjanina rozmiarem pewnego przedmiotu codziennego użytku.
Kiedyś na bazarze w naszym małym miasteczku udało mi się nawiązać znajomość z pewnym kolegą ze wschodu i dogadać zakup pewnej partii kazachskiego asortymentu. Kolega przyjeżdżając na następną wizytę przywiózł ów asortyment; jednostką miary była paczka zapałek.
Wiktor, bo tak miał na imię wywiązał się z transakcji należycie z transakcji, deal dobijaliśmy nieopodal targu, w toalecie restauracji “Pod kogutem”. Wiktor wyjął zadowolony przesyłkę z Kazachstanu oraz swoją rosyjską paczkę po zapałkach. Mój kolega Stanisław miał jednak inną, gruntownie przemyślaną strategię na tę okoliczność i wyciągnął, naszą – polską paczkę po zapałkach.
Wiktor zrobił wielkie oczy i skazał: Wot u was takoje bolszoje spićki?!!! , na co my z kolegą popatrzyliśmy na siebie i bez cienia wahania skazaliśmy: DAAA….
Owa paczka po zapałkach była 2 razy większa niż będąca w popularnym użyciu częstochowska Safety Match z czarnym kotem na żółtym tle. Była to jedna z kolekcjonerskich zdobyczy kolegi Stasia, który zbierał wszystko: płyty, paczki po papierosach i puszki po piwie, zdjęcia piłkarzy i kulturystów, stare misie, niedziałające budziki oraz przedziwne odznaki, które wieszał na macie u siebie w pokoju.
Wiktor posmutniał, podejrzewam, że rozmiar paczki zniwelował zaplanowany sukces finansowy jego dealu. Jednak zachował się bardzo uczciwie, odliczył 10 paczek , wziął diengi i powiedział, że on to jeszcze raz przeanalizuje na okoliczność gdyby nam spodobała się przesyłka.
Przesyłka nam się bardzo spodobała, tak bardzo, że z wdzięczności byliśmy w stanie następną partię rozliczać tym razem normalnych rozmiarów paczkami po zapałkach.
Zamówiliśmy zatem u Wiktora jeśio raz, a Wiktor, charoszyj ćeławiek, zadowolonyj skazał: Szto, charoszyj? I puścił nam oczko.
To był ostatni raz kiedy zobaczyliśmy Wiktora w naszym miasteczku.
Długo analizowaliśmy, co też się z Wiktorem stało, czy się przestraszył rozmiarów polskich zapałek,
czy pomyślał, że jak ma taki dobry towar, a Polacy tacy chętni, to zmienił bazar na bardziej oblegany, czy może nie dogadał się z Kazachami, czy może po prostu nic się nie stało i ślepy los rzucił jego poczciwe serce w inne rejony tego wielkiego Świata.
Na jego cześć ułożyliśmy ze Stasiem, piosenkę o refrenie: “Łoś Wiktor, Łoś Wiktor, la la la la. I pieśń ta dodawała nam radości w sercach.

PS.

Dodam, że przesyłka nam się bardzo spodobała, towarzyszyłam nam podczas naszych wakacyjnych spacerów po naszych pięknych lasach, którymi otoczone jest nasze miasteczko i pomagała nam w rozważaniach o transcendencji.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Mnie jednak kiedyś udało się zaskoczyć Rosjanina rozmiarem pewnego przedmiotu codziennego użytku.<br />
Kiedyś na bazarze w naszym małym miasteczku udało mi się nawiązać znajomość z pewnym kolegą ze wschodu i dogadać zakup pewnej partii kazachskiego asortymentu. Kolega przyjeżdżając na następną wizytę przywiózł ów asortyment; jednostką miary była paczka zapałek.<br />
Wiktor, bo tak miał na imię wywiązał się z transakcji należycie z transakcji, deal dobijaliśmy nieopodal targu, w toalecie restauracji “Pod kogutem”. Wiktor wyjął zadowolony przesyłkę z Kazachstanu oraz swoją rosyjską paczkę po zapałkach. Mój kolega Stanisław miał jednak inną, gruntownie przemyślaną strategię na tę okoliczność i wyciągnął, naszą – polską paczkę po zapałkach.<br />
Wiktor zrobił wielkie oczy i skazał: Wot u was takoje bolszoje spićki?!!! , na co my z kolegą popatrzyliśmy na siebie i bez cienia wahania skazaliśmy: DAAA….<br />
Owa paczka po zapałkach była 2 razy większa niż będąca w popularnym użyciu częstochowska Safety Match z czarnym kotem na żółtym tle. Była to jedna z kolekcjonerskich zdobyczy kolegi Stasia, który zbierał wszystko: płyty, paczki po papierosach i puszki po piwie, zdjęcia piłkarzy i kulturystów, stare misie, niedziałające budziki oraz przedziwne odznaki, które wieszał na macie u siebie w pokoju.<br />
Wiktor posmutniał, podejrzewam, że rozmiar paczki zniwelował zaplanowany sukces finansowy jego dealu. Jednak zachował się bardzo uczciwie, odliczył 10 paczek , wziął diengi i powiedział, że on to jeszcze raz przeanalizuje na okoliczność gdyby nam spodobała się przesyłka.<br />
Przesyłka nam się bardzo spodobała, tak bardzo, że z wdzięczności byliśmy w stanie następną partię rozliczać tym razem normalnych rozmiarów paczkami po zapałkach.<br />
Zamówiliśmy zatem u Wiktora jeśio raz, a Wiktor, charoszyj ćeławiek, zadowolonyj skazał: Szto, charoszyj? I puścił nam oczko.<br />
To był ostatni raz kiedy zobaczyliśmy Wiktora w naszym miasteczku.<br />
Długo analizowaliśmy, co też się z Wiktorem stało, czy się przestraszył rozmiarów polskich zapałek,<br />
czy pomyślał, że jak ma taki dobry towar, a Polacy tacy chętni, to zmienił bazar na bardziej oblegany, czy może nie dogadał się z Kazachami, czy może po prostu nic się nie stało i ślepy los rzucił jego poczciwe serce w inne rejony tego wielkiego Świata.<br />
Na jego cześć ułożyliśmy ze Stasiem, piosenkę o refrenie: “Łoś Wiktor, Łoś Wiktor, la la la la. I pieśń ta dodawała nam radości w sercach.</p>
<p>PS.</p>
<p>Dodam, że przesyłka nam się bardzo spodobała, towarzyszyłam nam podczas naszych wakacyjnych spacerów po naszych pięknych lasach, którymi otoczone jest nasze miasteczko i pomagała nam w rozważaniach o transcendencji.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>
